piątek, 6 czerwca 2014

29. ~ Chłopak, przyjaciel czy może wróg?

Violetta

Mój słodki sen przerwały rażące po oczach promienie słońca, które leniwie przedzierały się przez różowe zasłony w moim pokoju. Przetarłam dłońmi oczy, spoglądając na zegarek wiszący na ścianie. Już po dziewiątej, za dwie godziny zaczynam zajęcia. Niechętnie podniosłam się z łóżka i ledwo przytomna powlokłam się do łazienki. Nie powinnam rozmawiać z Leonem przez telefon prawie do trzeciej w nocy… Zachichotałam na to wspomnienie. Spojrzałam w lustro i skrzywiłam się. Zarywanie nocy zdecydowanie mi nie służy. Wzięłam szybki prysznic, po czym owinęłam się w biały, ciepły szlafrok. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, który dobrze zakrył sińce pod oczami, a włosy zakręciłam lekko na lokówkę i związałam w wysoki kucyk. Wróciłam do pokoju, by wybrać ubrania na dziś.
Znalazłam w szafie swoją starą sukienkę, którą miałam na sobie jedynie raz. Dostałam ją od taty na siedemnaste urodziny. Powinna być jeszcze na mnie dobra. Ubrałam ją szybko i przejrzałam się w lustrze. Leży jak ulał, pomyślałam.
Została uszyta na miarę i bardzo mi się podoba. Ma piękny kwiecisty wzór oraz śliczne pastelowe kolory. Wykończona jest jasnymi tasiemkami i koronkami.
Jest po prostu cudowna.
Ubrałam do tego białe sandały na koturnie, a na ramiona nałożyłam krótką kurteczkę w tym samym kolorze. Ma być dzisiaj trochę chłodniej, więc wolę ją ubrać. Zgarnęłam z komody moją torebkę i wyszłam z pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i zbiegłam na dół do kuchni.
- Czy moja księżniczka ma ochotę na pyszne śniadanko? - zawołała słodko Olga, wyciągając grzanki z tostera.
- Przepraszam, Oglita, ale nie. Idę z Leonem na śniadanie.
- Ooo, pogodziliście się i idziecie na randkę! - krzyknęła, na co ja pokręciłam przecząco głową. Do kuchni wszedł mój tata.
- Na jaką randkę? - zapytał, siląc się na obojętny ton. Wziął jedną z grzanek i położył na swoim talerzu.
- Nie idę na żadną randkę - jęknęłam głośno. Oboje zrobili miny niedowiarków. - Idę z Leonem na zwykłe śniadanie, jak zawsze.
- Przez ostatnie dwa tygodnie nie było to „zawsze” - burknął z uśmiechem.
- Bo byliśmy pokłóceni o… Nieważne. A, miałam ci powiedzieć, wam powiedzieć, że przeszłam do finału i za dwa dni wyjeżdżamy - powiedziałam beznamiętnie.
- To wspaniale, kochanie! Moja mała kruszynka, tak bardzo się cieszę!
- Olgita, to nic takiego. Zwykły konkurs. - Uśmiechnęłam się cierpko i nalałam sobie sok pomarańczowy do szklanki.
                Upiłam łyka, spoglądając na zdziwionego ojca. Zdecydowanie nie miałam humoru i nawet nastroju do takich rozmów. Zawsze cieszyłam się najmniejszym konkursem, a co dopiero You-Mix… Usłyszałam dzwonek do drzwi, który wyrwał mnie z zamyśleń.
                - To pewnie Leon. Wrócę po obiedzie, nie czekajcie na mnie. Cześć! - Wsunęłam torebkę na ramię i popędziłam do drzwi. Otworzyłam je, lecz nikt za nimi nie stał. Wyszłam z domu, chowając klucze do torebki.
                Leon czekał na mnie przed bramą. Na twarzy miał wymalowany chytry uśmieszek. Zauważyłam, ze chował coś za plecami. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
- Dzień dobry - odpowiedział mi z szerokim uśmiechem. - To co mi kupiłaś, hmm?
Spojrzałam na niego zaskoczona. On wczoraj mówił serio? Będzie problem…
- Przecież żartuję - odrzekł, widząc moje zakłopotanie. - Ale ja mam coś dla ciebie. W końcu obiecałem, prawda? A ja słowa dotrzymuję. - Wyciągnął zza pleców małego pluszowego misia. - Miś dla mojego misia.
Uśmiechnęłam się szeroko na te słowa. Podał mi go do ręki, a ja uważnie zbadałam go miśka wzrokiem. Był cały brązowy i miał zielone oczy. Jak Leon… Słodko się uśmiechał, a w rękach trzymał duże, czerwone serce.
- Naciśnij - szepnął.
Nacisnęłam delikatnie na brzuch pluszaka, jakbym bała się tego, co za chwilę miałam usłyszeć. Bo rzeczywiście tak było. Usłyszałam ciche „kocham cię”, po czym mój uśmiech zdecydowanie się poszerzył.
- Dziękuję - powiedziałam niepewnie, wciskając misia do torebki. Wyciągnęłam z niej kilka kartek.
- Wyspana? - Przytaknęłam cicho, podając mu jedną z nich.
- Dokończyłam wczoraj piosenkę. Dodałam muzykę i dopisałam jedną zwrotkę. Poprawiłam też trochę refren, bo coś mi tam nie pasowało. A tu - wskazałam na mniejszą kartkę. - Mam kawałek układu. Niedokończony, bo już nie miałam żadnych pomysłów.
- A ja co będę robił? - Zaśmiał się. - Zbyt dużo pracujesz.
- To nic takiego. Miałam pomysł i musiałam to wykorzystać. A ty możesz coś poprawić, ewentualnie dopisać. No i dokończysz układ.
- No oczywiście, czarną robotę zostaw mi. - Ponownie usłyszałam jego śmiech. - Przejrzę to później, w Studio, a teraz idziemy coś zjeść. Pewnie jesteś głodna, co?
Przytaknęłam i obejrzałam się wokół siebie. Miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
- Wszystko dobrze? - zapytał, a w jego głosie słyszałam wyraźną troskę. To słodkie.
- Tak, jasne. Tylko… trochę się denerwuję. Muszę porozmawiać z Marco. Poważnie. I z tobą też, ale najpierw z nim. Wolałabym zrobić to później, po wyjeździe, bo pewnie teraz się przygotowują, a nie chcę im przeszkadzać…
- Och…
To była nasza ostatnia rozmowa przez cały ranek. Może nie powinnam była mu tego mówić? Zwykle podczas naszych śniadań, a także w drodze do Studio był strasznie rozgadany. Teraz nie odezwał się ani słowem. Nawet chyba nie słuchał tego, co mówiłam.


Camila

- Nie, Fran. To nie ma sensu, zrozum. W y j e c h a ł - jęknęłam, opadając bezsilnie na ławkę.
- Zadzwoń do niego, co ci szkodzi? Wyjechał, ale to nie znaczy, że obraził się na ciebie z tego powodu.
- Gdyby mu na mnie zależało, to sam by zadzwonił, napisał maila, cokolwiek. Ale od prawie trzech tygodni tego nie zrobił, więc po co mam zawracać mu głowę? Pewnie teraz nagrywa piosenkę i nawet nie ma czasu na myślenie o mnie… Wyjechał prawdopodobnie na zawsze, a jak nie, to na kilka lat. Chciałabym, ale nie mogę na niego tak długo czekać…
Łza spłynęła powoli po moim policzku. Było już tak dobrze, mieliśmy tyle planów na przyszłość. Nawet bardzo daleką przyszłość. Aż tu nagle wyskakują mu z propozycją zostania gwiazdą You-Mix’u. On tak po prostu się zgodził, bez uzgodnienia tego ze mną. Ale w sumie co miał ze mną uzgadniać? Pytać o pozwolenie? To jego życie, robi co chce. Ja na jego miejscu chyba zrobiłabym to samo. Znaczy najpierw powiedziałabym mu o tym, zamiast ukrywać taką wiadomość przez równy miesiąc. I pomyślałabym o tym, jak może się w tej sytuacji czuć.
Dopiero teraz zauważyłam, że byłam i pewnie nadal jestem dla niego tylko ciężką kulą u nogi…



Trzy dni później…

Violetta

- Wiesz, gdzie Marco? - zapytałam Leona, gdy wychodził zza kurtyny.
- Za kulisami, przed chwilą z nim rozmawiałem.
Mruknęłam ciche "dzięki", weszłam po schodach na scenę i poszłam za kulisy.
- Marco, chcia... - przerwałam, gdy spojrzałam w jego stronę.
Wybiegłam stamtąd najszybciej, jak się dało, przy okazji wpadając na Leona. Wyminęłam go i ruszyłam w stronę garderoby, którą dzieliłam wraz z włoszką.
Całował się z Francescą.
Jak on mógł to zrobić? Myślałam, że jest inny. Że nigdy mnie nie zrani, a co dopiero wspominać o zdradzie. Na pewno nadal żywi do niej jakieś uczucia, ale... Jesteśmy razem od dość dawna. Te wszystkie słowa, obietnice... Nagle przestały dla niego mieć jakiekolwiek znaczenie? Wczoraj mówił, że od dawna chciał mnie zabrać do Paryża, ponieważ to miasto miłości. Mówił, że chciałby mnie zabrać na samą górę Wieży Eiffla na romantyczną kolację o zmierzchu. A teraz nagle przez przypadek widzę, jak m ó j  c h ł o p a k całuje się z m o j ą  p r z y j a c i ó ł k ą.
Całował się z Francescą.
To boli. Okropnie boli. Poczułam się, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce. Nadal mam przed oczami tą scenę. Nadal nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Nadal próbuję wmówić sobie, że może to ona pocałowała jego, nie wytrzymała i musiała to zrobić... Byłabym w stanie to zrozumieć, ale nie tym razem, gdy zrobił to Marco. Ewidentnie to on pocałował ją.
Objął ją rękami w talii, niemalże przytulając ją do siebie. Widać było, że oboje siebie pragną... Czyli co, kolejna pomyłka? Kolejny chłopak, który prędzej czy później by mnie zranił? Kolejny chłopak nie dla mnie.
A może to jakiś znak? Znak, że powinnam być z... Nie, jaki tam znak Violetta. Po prostu cię zdradził, koniec i kropka. Temat zamknięty.
Leon to tylko przyjaciel.
Tylko.
Nic nas nie łączy, kompletnie nic.
"Przyjaciel? Nic was nie łączy? N i c? Panie i panowie - brawa dla Violetty Castillo!", moja podświadomość ponownie zaczęła że mnie drwić, śmiejąc się przeraźliwie głośno. Chciałabym, żeby chociaż jeden jedyny raz się przymknęła.
Ale tym razem ma rację. Po cholerę mam wmawiać sobie coś, co nie jest prawdą? Sama proszę się o to całe cierpienie...
- Viola, co się stało? - zapytał troskliwie Leon, wyrywając mnie z zamyślenia. - Płakałaś... - Przytulił mnie mocno do siebie. Nie pytał o nic, po prostu mnie przytulił.
- A teraz wystąpi dla państwa Violetta Castillo! - Usłyszałam swoje nazwisko wypowiedziane przez Marottiego stojącego na scenie. Dochodziły stamtąd donośne oklaski. Zbyt długo tutaj stałam i myślałam nad tym wszystkim.
- Proszę, nie płacz. Nieważne co się stało, nie płacz - szepnął, ocierając moje łzy z policzków. - Idź, teraz twoja kolej. Dasz sobie radę, tylko się uśmiechnij.
- Nie potrafię... Nie zaśpiewam teraz, nie dam rady. - Wtuliłam się mocno w chłopaka. Przyjechaliśmy tutaj dopiero wczoraj wieczorem, ale chcę już być w domu i porządnie wypłakać się w poduszkę.
- Dasz radę, uwierz mi. Idź tam i zrób to, co potrafisz najlepiej. Z uśmiechem. Dla mnie, proszę. Cokolwiek zrobił, nie pozwól, żebyś płakała przez niego i dawała mu tą chorą satysfakcję, że cię zranił. Proszę.- Pogładził mnie po włosach i uśmiechnął się lekko.
Pocałowałam go w policzek i razem z nim wyszłam z garderoby. Ruszyłam w kierunku sceny i powoli weszłam na nią po trzech małych, drewnianych schodkach. Z głośników zaczęła grać melodia piosenki, którą miałam śpiewać."Te Creo"... Napisałam ją z myślą o Marco, co ponownie przywołało natłok wspomnień i myśli. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam zatroskanego Leona, który uśmiechał się do mnie pocieszająco. Spojrzałam w prawo, a tam zobaczyłam Marco i Francescę, którzy nadal nie zwracali uwagi na to, co dzieje się wokół nich. W moich oczach znowu zebrały się duże, słone łzy. Jedna z nich spłynęła powoli po moim policzku.

                         

Leon

"Śpiewaj, proszę, śpiewaj...", powtarzałem te słowa, niczym mantrę, widząc jak Violetta stoi na środku sceny ciągle oszołomiona tą całą sytuacją. Marco spojrzał na mnie i uśmiechnął się promiennie do Francesci. Zacisnąłem usta w wąską linię. Porozmawiam sobie z nim później. Z Francescą także.
Ostatni raz spojrzałem wzrokiem pełnym nadziei w stronę szatynki, po czym wszedłem za kurtynę i podszedłem do chłopaka, który zajmował się stroną audiowizualną występów.
- Puść trójkę - rzuciłem krótko, wskazując na odtwarzacz, po czym założyłem mikrofon.
Wszedłem na scenę i podszedłem do dziewczyny, a z głośników zaczęła wydobywać się melodia "Podemos". Złapałem Violę za rękę i uśmiechnąłem się. Niepewnie podniosła na mnie wzrok. W jej oczach widać było tylko ból.

No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy

Otarłem kciukiem łzę spływającą po jej policzku i uśmiechem zachęciłem ją do śpiewania.

Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy

                Wiedziałem, że cierpi, lecz na jej twarzy było widać szeroki uśmiech.

Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

                Muzyka ucichła, a ze strony widowni rozległy się głośne brawa. Violetta przytuliła się do mnie mocno. Przez chwilę poczułem na swoim ciele przyjemny dreszcz. Uśmiechnąłem się do dziewczyny.
                Francesca w towarzystwie Marco również weszli na scenę. Brunet stanął obok Violi, lecz ona tylko przeszła na moją lewą stronę nie patrząc na niego. Złapała mnie niepewnie za rękę i przysunęła się jeszcze bliżej mnie.
                Nasza czwórka ukłoniła się, po czym na scenę wszedł Marotti, trzymający w ręce białą kopertę.
                - Panie i panowie, oto nasi finaliści! - Wskazał na nas ręką, gdy ponownie rozległy się donośne brawa. - A w tej kopercie są zapisane nazwiska dwójki z nich… - Otworzył kopertę powolnym ruchem i wyjął z niej blado-niebieską kartkę. - Siódmą edycję You-Mix’u wygrywają… Violetta i Leon! - krzyknął, a tłum natychmiast zareagował.
Viola przytuliła się do mnie, chichocząc cicho.
- Mówiłem, że się uda - szepnąłem i objąłem ją ramieniem.
- Dziękuję. - Jej oczy zabłyszczały.
- Nie masz za co. Cała przyjemność po mojej stronie.

Pół godziny później…

Marco

                Zapukałem do drzwi pokoju Violetty. Jestem pewien, że gdy tylko mnie zobaczy, zatrzaśnie mi je przed nosem, ale musimy w końcu porozmawiać. Przez chwilę nie dawała żadnego sygnału życia, więc zapukałem ponownie. Niemalże od razu odtworzyła.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Porozmawiać - odpowiedziałem spokojnie. - Mogę wejść?
- Nie. Mów o co chodzi i lepiej już idź…
- My chyba pow -
- Powinniśmy zerwać - przerwała mi. - Myślałam, że jesteś inny. Że jesteś jednym z tych, którzy nie ranią i nie zdradzają z najlepszymi przyjaciółkami… A co najważniejsze - myślałam, że jesteś tym jedynym. Nie mogę uwierzyć, że aż tak bardzo się myliłam…
- Nie pasowaliśmy do siebie i jakoś tak wyszło…
- Nie pasowaliśmy? Och… Jeszcze jakiś tydzień temu sądziłeś całkiem inaczej. Powiedziałeś, że w wielką przyjemnością spędziłbyś ze mną całe życie… Po jaką cholerę robiłeś mi nadzieję, że może być lepiej?
- Violu…
- Żadne „Violu”. To wszystko? Cześć - burknęła, zamykając głośno drzwi. Usłyszałem za nimi cichy szloch i od razu wszystkiego pożałowałem.
Stałem w bezruchu przez kilka sekund, minut… Straciłem poczucie czasu. Nic już nie wiedziałem. Jednak zrezygnowałem z prowadzenia dalszej rozmowy i odszedłem w głąb korytarza.
Ona ma rację. Zepsułem wszystko. Może nie powinienem był się tak angażować już na samym początku… Przecież miało być inaczej. Ja miałem jej pomóc z Leonem, ona mi z Francescą. A wynikł z tego wielki, popaprany trójkąt miłosny, czy jak to nazwać… Ufała mi, wierzyła. A ja ją zdradziłem. Z jej najlepszą przyjaciółką. I nawet nie czuję poczucia winy. Wręcz przeciwnie - jestem zadowolony.
Wszedłem do swojego pokoju i usiadłem na łóżku. Może tak będzie lepiej? Może właśnie tak miało być i teraz wszystko się ułoży? Ona ma Leona, ja mam Fran. Nikt nie będzie już sobie wchodził w drogę i oboje będziemy szczęśliwi.
Osobno.











Specjalna dedykacja dla Tess, która ostatnio bardzo mnie wspierała. Dziękuję misiu <3
I nareszcie po dość długim czasie oczekiwania pojawił się 29 rozdział :) Miał być dodany wcześniej, ale tu coś nie pasowało, tu coś dopisać, tu brak pomysłów. brak czasu spowodowany końcem roku, poprawami, egzaminami... No i wynikiem końcowym jest to... "coś". Coś, co ma ponad 5 stron ^^
Obiecałam poprawę, ale jakoś mi się nie udało... Przepraszam za to.
Tak, tak, pomieszałam i to ostro. Zresztą jak zawsze, żadna nowość. Ale mam nadzieję, że się podoba chociaż troszeczkę.
Blogger mi się buntuje, co zresztą widać po formatowaniu... Ale cóż, nic z tym nie zrobię.
Wielkimi krokami zbliżamy się do końca. Z jednej strony mi smutno, z drugiej wesoło. Nie mogę się doczekać trzeciego opowiadania, ale będę bardzo tęsknić za tym.

Za niedługo powinna zostać dodana zakładka z bohaterami trzeciego opowiadania.

EDIT: Ok, przyznaję - występ Violi jest bardzo podobny do tego, który był w serialu. I teraz gadanie, że zerżnęłam wszystko z odcinka i bla bla bla. Bo tak miało być. Bardzo spodobała mi się ta scena, a skoro odpowiadanie na podstawie serialu to czemu nie? Więc - twój problem, nie mój. :)

19 komentarzy:

  1. Hue, hue, jest kurteczka :D
    Ale zmieniłaś sandałki xd
    Tak, to tylko zwykłe ŚNIADANIE, jasne.
    I ma nim być, a najlepiej jakby mu powiedziała, że nie chce go więcej widzieć *O*
    A ta scena z serialu.. pff... Marcuś byłby słodszy, a ty tu takie gówno wsadzasz xd
    Taka urocza leonetka, loffki, kisski i uściski, blee xd
    A to ostatnie coś to co ma być?!
    Gdzie tu Marletta, co?!
    Nadal nie ogarniam, jak ty chcesz skończyć to opowiadanie xD
    Cóż, rozdział świetny i serio piszesz coraz lepiej, ale to co napisałaś... pozostawię to bez komentarza.
    Nie! Ja nie potrafię! xD
    Uważam, że takie rzeczy powinny być zgłaszane do prokuratury.
    Ta Leonetta... Zabić zanim złoży jaja xD
    Jezu. Nie odpowiadam za to, co teraz piszę.
    Znowu czuję się pijana xD
    I jestem pewna, że nie piłam bez ciebie, chyba że już nic nie pamiętam :D
    No cóż... Gratulacje, itp, itd, weny i wgl xd
    A ta wena u ciebie to normalnie jak okres xd

    No to ten... Koniec komentarza.
    Ta.
    Kocham Cię <333

    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Świetny rozdzialik! :D
    Teraz czekać już tylko na Leonettce :D
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :*
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem cię doskonale!! Ja ledwie dałam radę oderwać się od polskiego. Weszłam na chwilę na komp. a tam czekała na mnie miła niespodzianka.
    Dobra coś jeszcze poczytam i wracam do pisania. Ja chyba dzisiaj nie zasnę.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po twoich komentarzach płaczę, a Ty po moim pewnie złapiesz się za głowę, ale dobra...
    Rozdział jest piękny, cudowny. I nie są to tylko puste słowa. Naprawdę tak jest. Ty wiesz, a w każdym razie powinnaś wiedzieć, że piszesz wspaniale i zawsze pisałaś.
    Jedyne, co mnie denerwuje, to ta rozchichotana Violetta, ale wiem, że musi taka być...No cóż ma taki mózg, jaki dostała i jakoś musi z tym żyć.
    No i moja Marletta kochana. Co Ty zrobiłaś?! Przecież wiesz, jak bardzo ich kocham. Ugh, zła kobieta z Ciebie. A ja dla Ciebie taki słodki rozdział napiszę, żeby ci trochę te twoje pomysły osłodzić. Nie, no żartuje. Jesteś wspaniała, to opowiadanie jest wspaniałe, blog...Dużo by wymieniać. Ale pamiętaj, że i tak nie popieram rozpadu mimo, iż Cię uwielbiam. Ewentualnie, jak ich pięknie pogodzisz, to się zastanowię nad tym wszystkim...
    Przepraszam cię za ten komentarz.
    //Tess

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiska...mój zgon....zapraszam na pogrzeb....
      Bardzo, bardzo Ci dziękuje! Ty wiesz, jak cię uwielbiam i uwielbiać będę. Jeszcze raz bardzo dziękuje <3
      //Twoja fanka

      Usuń
  5. Cudowny rozdział nie mogę się doczekać kolejnego.Pozdrawiam i zapraszam do siebie:naughtyboyleonetta.blogspot.com

    mam nadzieję że wejdziesz <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdzial, czekam na next <3 i zapraszam do mnie --> http://ask.fm/vvLily

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekstra.Kochana pięknie piszesz.Gdybyś wiedziała ile razy dziennie ja wchodziłam na twojego bloga sprawdzić czy jest 29.Z tymi egzaminami to cię rozumiem,sama muszę poprawić 2 oceny na 5 i będę mieć pasek (świadectwo z paskiem). :-) <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko zerżnęłaś ze serialu... i nad czym ty tak długo myślałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba jednak nie wszystko.
      Jedna scena, poza tym to było zamierzone. Reszta nie ma żadnego związku.
      Poza tym, myślisz, że ona myśli tylko nad jednym rozdziałem?
      No cóż, niestety, nie ma tak łatwo. W ostatnim czasie naraz starała się zaplanować do końca to opowiadanie i najbliższe rozdziały, napisać cokolwiek, a poza tym jeszcze planowała rozdziały do trzeciego opowiadania, które również chciałaby już zacząć pisać. Uwierz, jest nad czym myśleć.
      Poza tym, napisała - ma również szkołę i to też jest ważne. Sama/sam powinnaś/powinieneś (kimkolwiek jesteś, anonimie) wiedzieć jak to jest, kiedy zbliża się koniec roku.
      A to nawet nie wszystko. Naprawdę, podziwiam, że znajduje czas żeby tu cokolwiek napisać, bo ja czasami nie jestem w stanie wyobrazić sobie co bym zrobiła na jej miejscu.
      Następnym razem, jeśli nie masz o czymś pojęcia, to się nie wypowiadaj.
      Dla jasności, nie miałam zamiaru w żaden sposób szczególnie cię obrazić. Uznałam jednak, że trzeba wyjaśnić kilka rzeczy.

      xx

      Usuń
  9. Świetny rozdział<33333
    Czekam na kolejny!
    Wybacz, że krótki, ale nie mam weny zbytniej dzisiaj na komentarze xD
    Całuję ;*******

    |Nikita|

    OdpowiedzUsuń
  10. Ohhh!
    Rozdział boskiii! <3
    Co za świnie z tego Marco! Jak on mógł zdradzić Vilu z Francescą ?! No rozumiem,że kocha Fran i chce z nią być ale najpierw mógłby porozmawiać z Violettą.
    Biedna Viola ;c
    Na szczęście Leoś ją uratował ;3 Widać, że ją naprawdę kocha <3
    Przepraszam, że nie komentowałam ale nie chciało mi się xd
    Pewnie mnie nie kojażysz :D Zmieniłam nazwę z Martynaa Z. na Rozaliaa Blanco.
    Życzę weny, czekam na next i pozdrawiam :) Rozaliaa Blanco :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Piekny rozdzial zycze o wiele wiecej weny. Mam nadzieje ze nastepny rozdzial bedzie szybciej.<3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie rozdział! Warto było tyle czekać! Piękny <3 Aż się wzruszyłam <3
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Super rozdział <3
    Masz naprawdę wielki talent.
    Z góry przepraszam za reklamę ale dziś założyłam bloga. Zależy mi nad oceną: http://leon-violetta-magia.blogspot.com/
    Dax <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział <3
    Lubię właśnie takie długie. <3
    To nie szkodzi, że ze serialu. Pięknie piszesz. <3 Serio! Masz wielki talent. ;)
    Mam nadzieję, że kolejny będzie baaaardzo szybko! ;)
    Pozdrawiam! I Czekam na kolejny!

    Julx Verdas

    -------------------
    A teraz reklama. xD Bardzo przepraszam za nią, ale dopiero co zaczęłam. Nawet dobrze się na bloggerze nie znam. ;)
    ZAPRASZAM do mnie: leoniviolaa.blogspot.com
    Przepraszam za spam. ;d

    Jeszcze raz pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Super rozdział, a po Marco się tego nie spdziewałam, no ale przynajmniej mam Leonettę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesamowity rozdział
    Genialne opowiadanie !
    Jesteś świetna!♥♡

    OdpowiedzUsuń